Media powoli zapominają kpt. Wronę i jego decyzję, aby z uszkodzonym głównym układem hydraulicznym i ponad 200 pasażerami lecieć z Nowego Jorku 9 godzin do Warszawy (jak rozbić się, to najtaniej w Warszawie) i bohaterskie lądowanie na brzuchu, po tym jak załoga, latając ponad godzinę na Warszawą, nie byla w stanie zlokalizować wyłączonego elektrycznego bezpiecznika, a zwykły technik od Boeinga po wejściu na pokład wcisnął bezpiecznik i wypuścił podwozie bez problemu mimo lądowania bez podwozia i zniszenia dolnej partii samolotu.
Wczoraj przedstawiciel Boeing stwierdził: samolot, który lądował bez podwozia będzie przeznaczony do kasacji. Koszt nowych siliników to 22 mln USD, a koszt samego samolotu 24 mln USD.
W swojej inżynierskiej prostocie zastanawiam się, w jaki stanie był jeden z flagowych samolotów PLL LOT latający przez Atlantyk, skoro cały samolot jest wart tylo co jego dwa silniki.
Have a nice trip by LOT (why not?)
PS. Nudzący się pasażerowie lotów, szczególnie długodystansowych, wymyślają nazywy od akronimów linii lotniczych. TAP (protugalskie) = Take Another Plane; SAS (skandynawskie) = Sex and Satisfaction (sympatyczne, chociaż w pewnym wieku mało dostępne); LOT = Lot of Troubles i rzeczywiście.



W swojej inżynierskiej prostocie zastanawiam się, w jaki stanie był jeden z flagowych samolotów PLL LOT latający przez Atlantyk, skoro cały samolot jest wart tylo co jego dwa silniki."
miliony i miliardy...
pozdrawiam